Start Aktualności Kalendarz imprez KLUB KINA POLSKIEGO. Film "Tatarak" reż. Andrzej Wajda

 

Dom Kultury Polskiej w Wilnie

 W lutym 2001 roku rozpoczął swą działalność Dom Kultury Polskie...

 

Hotel

 Gości Wilna zaprasza hotel „Pan Tadeusz“. Przytulne pokoje jedno-, d...

 

Restauracja

 Na parterze Domu Kultury Polskiej w Wilnie mieści się restauracja "...

 

Konferencje

 Dom Kultury Polskiej w Wilnie to dobre miejsce do organizowania szkol...

KLUB KINA POLSKIEGO. Film "Tatarak" reż. Andrzej Wajda

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Najnowszy film Andrzeja Wajdy - "Tatarak", z Krystyną Jandą w roli głównej. Film został wyróżniony nagrodą im. Alfreda Bauera na 59. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. "Tatarak jest poruszającą medytacją o śmierci. Niemal samobójczo odważny film“ - napisał dziennik "Tagesspiegel".

28 stycznia, godz. 19.00

Wstęp Wolny

 

JavaScript is disabled!
To display this content, you need a JavaScript capable browser.
 

Tatarak to obraz całkiem inny i szczególny, bardzo artystyczny, a nawet osobisty. To nowy Andrzej Wajda, ale tych, którzy lubią i znają jego filmy, czeka na pewno kolejne duże przeżycie. Film „Tatarak“ zrealizowany według scenariusza Andrzeja Wajdy będącego adaptacją opowiadania Iwaszkiewicza, a także według prawdziwej historii napisanej przez Krystynę Jandę. Na ogromnym zbliżeniu twarz kobiety. Przerażone, pełne bólu oczy. Kobieta budzi się gwałtownie, rzuca jak w koszmarze. To Krystyna Janda. Wstaje. Jest w pustym pokoju – bezosobowym, jakby hotelowym, pogrążonym w mroku. Przeraźliwie samotna zapala papierosa. Zaczyna mówić. Gdzieś w przestrzeń. Do siebie? Do Boga? Mówi o tym, jak umierał jej mąż.

Życie w cieniu śmierci

Film Wajdy jest opowieścią o odchodzeniu. Bohaterka "Tataraku", choć o tym nie wie, ma przed sobą niewiele życia. Czuje się osłabiona, zmęczona. Tylko tyle. Jej mąż, lekarz, ogląda klisze rentgenowskie. W prawym płucu – ogromny guz. Wie, że żona może nie przeżyć lata. Ale los jest nieobliczalny. To nie ona umrze pierwsza. Przed nią odejdzie młody 20-letni chłopak. Utopi się, zrywając dla niej tatarak. Śmierć jest zresztą stale obecna w domu doktora i jego żony. Zamknięta w pokoju, do którego nie wolno wchodzić obcym. Mieszkali w nim kiedyś synowie doktorostwa. Obaj zginęli w powstaniu warszawskim. "Nigdy ci nie wstyd, że żyjesz?" – pyta pani Marta męża. Jest też w "Tataraku" fascynacja młodością. Starzejąca się kobieta nie może się oprzeć jej sile. Jest urzeczona 20-latkiem. Nie jego inteligencją, nawet nie urodą. Raczej witalnością, tym, że wszystko jeszcze przed nim. Jakby chciała się wyrwać z kręgu wspomnień, czerpać z cudzej młodości siły do dalszego życia. Wajda zrobił jednak coś więcej niż ekranizację opowiadania Iwaszkiewicza z lat 50., wzbogaconego o wątki prozy Sandora Maraia. "Tatarak" jest filmem w filmie. Wajda pokazuje ekipę pracującą na planie, przede wszystkim zaś dodaje ów monolog Krystyny Jandy. Bolesny. Naznaczony głębokim cierpieniem. Janda wydobywa z pamięci najdrobniejsze szczegóły czasu, który spędziła przy śmiertelnie chorym mężu. Od chwili, gdy na schodach domu rzucił jej: "Mam coś w płucach", i pojechała do szpitala odebrać wynik jego tomografii, aż do ostatnich chwil, gdy spytał: "Czy mogę już się pożegnać?", a następnego dnia umarł między jedną łyżeczką wody a drugą, którą podawała mu do ust. Film Wajdy staje się głosem o istocie sztuki, o aktorstwie. O cenie, jaką płaci się za jego uprawianie. O tym, ile artysta daje z siebie. W ostatnich scenach iwaszkiewiczowskiego filmu Janda rozpacza nad ciałem martwego chłopca. Widzimy jej potworny, niemy krzyk. Przecież nie nad tym młodym człowiekiem, który zaraz, jak tylko reżyser powie: Kamera, stop!, wstanie i pójdzie się obmyć z piasku. Krzyk aktorki jest jej własnym płaczem.

Subtelność i odwaga

"Tatarak" należy do Krystyny Jandy. Jej aktorska wirtuozeria, ale przede wszystkim nieprawdopodobna odwaga, zadecydowały o sile filmu. – Wiedziałem, że Krystyna Janda potrzebuje roli na miarę jej talentu – powiedział mi w rozmowie Andrzej Wajda. – Szukałem takiego materiału. I pomyślałem, że nikt w Polsce nie potrafił pisać o kobietach tak jak Iwaszkiewicz. Dlatego sięgnąłem po "Tatarak". A ona odnalazła w sobie te wszystkie delikatności, które są tam zapisane. Był moment, gdy z powodu choroby męża Janda wycofała się z pracy nad filmem. – Ani przez chwilę nie pomyślałem, że mogę tę rolę powierzyć komukolwiek innemu – mówi Wajda. – Wróciliśmy do tego pomysłu po roku. Krystyna sama mi zaproponowała, że opowie o tragedii, którą przeżyła. Wielokrotnie pytałem: "Na pewno tego chcesz? Możesz się w każdej chwili wycofać". Ale ona postanowiła się otworzyć przed kamerą człowieka, którego dobrze zna i któremu ufa. Wiedziała, że nie zrobię niczego, czego nie mogłaby zaakceptować. Pytam Andrzeja Wajdę, dlaczego zdecydował się na filmowanie monologu Jandy w ciemnym, stylizowanym na obrazy Hoppera wnętrzu. – W telewizji jest strasznie dużo gadających głów – wyjaśnia. – Ludzie mówią, by zwrócić na siebie uwagę. Dlatego szukałem innego rozwiązania. Pomógł mi operator Paweł Edelman, który zadecydował, żeby aktorce w jej zwierzeniu nie przeszkadzać. Kiedy uciekała od kamery, kiedy stawała do niej tyłem albo wręcz wychodziła z kadru, uważałem, że ma do tego prawo. A Hopper? Jego obrazy zawsze robiły na mnie wrażenie. Samotne kobiety w pustych pokojach, które nie wiadomo na co czy na kogo czekają. Wydawało mi się, że słowa wydobywające się z tego przepełnionego samotnością półmroku będą miały siłę. Nowy film Andrzeja Wajdy przypomina trochę "Wszystko na sprzedaż". – Pracuję z aktorami od 50 lat – mówi reżyser. – Wiem, jak trudny jest ich zawód. Oddają z siebie bardzo wiele, a czasem nie widać tego na ekranie. Wtedy myślę, że to nasza wina. Wajda mówi też, że "Tatarak" mógł nakręcić tylko stary człowiek. – Jestem w takim wieku, że temat śmierci nie jest mi obcy. Iwaszkiewicz też pisał "Tatarak", mając świadomość, ile życia już za sobą zostawił – wyznaje. – Ale równie ważna wydaje mi się tu opowieść o młodości. Od pewnego wieku ludzie jej szukają. I Krystyna Janda pięknie to zagrała.

Prywatny Iwaszkiewicz

"Tatarak" robi wrażenie. To film dojrzałego człowieka, ale jednocześnie na swój sposób młody. 84-letni mistrz zaskakuje poszukiwaniami nowoczesnej formy, podejmuje ogromne twórcze ryzyko. Z pewnością podzieli publiczność. Być może część widzów uzna film za zbyt ekshibicjonistyczny, inni będą narzekać, że to nie jest Iwaszkiewicz. Janda, jeśli można tak w ogóle napisać, tworzy przejmującą kreację. Gra, a może po prostu jest. W "filmowej" części świetnie partnerują jej Jan Englert w roli męża i Paweł Szajda jako 20-latek. Na pierwszym, nocnym pokazie "Tataraku" sala w Berlinie pękała w szwach. Po napisach końcowych zaległa cisza. Część widzów nie ruszała się z miejsc. Wielu znajomych krytyków ze świata podchodziło, by powiedzieć, że Wajda zrobił wielki film.

 

 

Sonda

Czy ilość przedsięwzięć kulturalnych w DKP jest wystarczająca?
 

Dołącz do nas!

Dołącz do nas w facebook'u!

Polecamy

Reklama
Reklama

Subskrypcja wiadomości

Wpisz swój e-mail, aby otrzymywać nasze wiadomości



Aktualne imprezy

Ogłoszenia

Popularne artykuły