Justyna Steczkowska: Koncert w Wilnie jest spotkaniem z publicznością, na które naprawdę długo czekałam

2026-09-01 09:55

 

Tegoroczne XIII Dni Kultury Polskiej w Wilnie będą obfitowały w wyjątkowe wydarzenia. A jednym z najważniejszych punktów programu bez wątpienia będzie koncert gwiazdy polskiej sceny muzycznej Justyny Steczkowskiej. Będzie to koncert jubileuszowy, przygotowany z okazji 30‑lecia jej działalności artystycznej.

Będzie to niepowtarzalna okazja, by zobaczyć jedną z najbardziej charyzmatycznych i wszechstronnych polskich artystek w specjalnym, świątecznym programie. Publiczność w Wilnie czeka muzyczna podróż pełna emocji, niezwykłej scenicznej energii i brzmień, które od trzech dekad tworzą oryginalny styl Justyny Steczkowskiej.

Diana Kardis: Po ponad dziesięciu latach wraca Pani z koncertem dla polskiej publiczności na Litwie. Z jakimi wspomnieniami kojarzy się Pani Wilno i tutejsza publiczność?

Wilno kojarzy mi się z niezwykłą atmosferą – z miastem, w którym historia jest niemal namacalna, a polska kultura wciąż żyje w języku, pamięci i codzienności jego mieszkańców. Zapamiętałam tutejszą publiczność jako bardzo serdeczną, uważną i emocjonalną. Dlatego powrót po tylu latach jest dla mnie czymś więcej niż kolejnym koncertem. Jest spotkaniem, na które naprawdę długo czekałam.

Diana Kardis: Polacy mieszkający na Litwie bardzo mocno pielęgnują język i kulturę polską. Czy podczas koncertów poza granicami Polski odczuwa Pani szczególną więź z taką publicznością?

Zdecydowanie tak. Poza granicami kraju polska piosenka często nabiera jeszcze większego znaczenia. Staje się nie tylko muzyką, lecz także częścią domu, wspomnień i tożsamości. Czuję wówczas szczególną odpowiedzialność, ale również ogromne wzruszenie. Wspólny język pozwala nam natychmiast skrócić dystans, a muzyka buduje piękne emocje i pozwala wrócić do wspomnień .

Diana Kardis: Pani koncerty odbędą się w ramach XIII Dni Kultury Polskiej w Wilnie. Czym dla Pani jest dziś polskość w muzyce – tradycją, emocją, językiem, a może czymś jeszcze innym?

Polskość w muzyce jest dla mnie połączeniem pamięci i wolności. To język, w którym potrafimy opowiadać zarówno o miłości, jak i o bólu, tęsknocie czy nadziei. To także melodie wyniesione z rodzinnego domu, nasza wrażliwość i szczególna skłonność do odnajdywania piękna nawet w melancholii. Tradycja jest korzeniem, ale nie powinna być klatką. Możemy z niej czerpać, a jednocześnie tworzyć muzykę nowoczesną, odważną i zrozumiałą dla ludzi na całym świecie.

Diana Kardis: Jakiej Justyny Steczkowskiej może spodziewać się wileńska publiczność 25 i 26 listopada: nostalgicznej, energetycznej, zaskakującej czy może wszystkich naraz?

Zdecydowanie wszystkich naraz, bo taka właśnie jestem. Będzie wzruszenie, energia, odrobina szaleństwa i kilka niespodzianek. Chciałabym zabrać publiczność w podróż przez różne etapy mojej twórczości – od piosenek, od których wszystko się zaczęło, po te, które opowiadają o mnie dzisiaj. Przeszłość spotka się na scenie z teraźniejszością i, mam nadzieję, z odrobiną przyszłości.

Diana Kardis: Świętuje Pani 30-lecie pracy artystycznej. Gdyby miała Pani opisać te trzy dekady trzema piosenkami ze swojego repertuaru, które utwory by Pani wybrała i dlaczego?

Pierwszą byłaby oczywiście „Dziewczyna Szamana”, bo od niej zaczęła się moja artystyczna droga i świat, który do dziś jest ze mną kojarzony. Drugą – „Maria Magdalena”, symbolizująca duchowe poszukiwania, dojrzewanie i potrzebę zaglądania głębiej, poza to, co widoczne. Ale zagranie płyty MARII MAGDALENY nie jest możliwe. To osobny koncert wymagający innych muzyków i przygotowań. Dlatego będziemy grali moje przeboje z różnych lat i różnych płyt. Będzie super, bo wszyscy kochamy grać koncerty i mam wspaniałych muzyków!

Diana Kardis: Czy przygotowując jubileuszowy koncert, trudniej było zdecydować, które utwory zaśpiewać, czy z których zrezygnować?

Zdecydowanie trudniej było zrezygnować. Trzydzieści lat twórczości to setki piosenek, a każda z nich niesie fragment mojego życia i czyjejś lub mojej własnej historii. Koncert ma jednak własną dramaturgię – nie może być jedynie katalogiem utworów. Musi mieć oddech, napięcie i sens. Dlatego nie wybierałam wyłącznie największych przebojów, lecz piosenki, które razem tworzą prawdziwą opowieść.

Diana Kardis: Czy jest piosenka, która po latach nabrała dla Pani zupełnie innego znaczenia niż w chwili, gdy ją Pani nagrywała?

Taką piosenką jest „Dziewczyna Szamana”. Kiedy ją nagrywałam, była przede wszystkim kreacją artystyczną, intuicją i przeczuciem pewnego świata. Po latach widzę, że stała się niemal zapowiedzią mojej drogi. Z młodej Dziewczyny Szamana wyrosła dojrzała kobieta, która świadomie buduje własny język i nie boi się podążać za intuicją. Dziś śpiewam ten utwór z zupełnie inną wiedzą o sobie. Jest dla mnie nie tylko piosenką, która opowiada o mnie samej sprzed wielu lat. Teraz czuję się Szamanką i niezależnym człowiekiem , który ma świadomość swojej własnej siły sprawczości i kobiecości .

Diana Kardis: Pani twórczość zawsze łączyła muzykę z niezwykle wyrazistym obrazem, ruchem i kostiumem. Co pojawia się najpierw: dźwięk, emocja czy wizja sceniczna?

Najpierw zawsze pojawia się emocja. Czasami od razu przychodzi z dźwiękiem, czasami z obrazem, kolorem albo ruchem. Nie umiem jednak oddzielić muzyki od jej wizualnego świata. Kiedy słyszę piosenkę, widzę światło, przestrzeń, kostium i sposób, w jaki ciało powinno opowiedzieć jej historię. Na scenie wszystkie te elementy muszą służyć jednej prawdzie – inaczej pozostają tylko dekoracją.

Diana Kardis: Publiczność zna Panią jako artystkę odważną i bezkompromisową. Czy po 30 latach działalności artystycznej łatwiej jest pozostać sobą, czy przeciwnie – wymaga to jeszcze większej odwagi?

Z wiekiem lepiej wiemy, kim jesteśmy, ale to nie oznacza, że świat przestaje próbować nas definiować. Pozostanie sobą zawsze wymaga odwagi – szczególnie kiedy oczekiwania innych stają się coraz większe. Dziś mam jednak mniej lęku przed oceną i większe zaufanie do własnej intuicji. Wiem, że można zmieniać formę, estetykę i muzyczny język, a jednocześnie pozostać wiernym swojemu rdzeniowi. Wolność artystyczna nie polega na tym, że niczego się nie boimy. Polega na tym, że mimo lęku idziemy własną drogą.

Diana Kardis: Eurowizja ponownie pokazała Panią publiczności z wielu krajów i różnych pokoleń. Co najbardziej zaskoczyło Panią w reakcjach odbiorców?

Najbardziej poruszyło mnie to, że „Gaja” została zrozumiana ponad językami i granicami. Odbiorcy z różnych krajów odnaleźli w niej własne znaczenia, a bardzo młoda publiczność zaczęła poznawać również moje wcześniejsze piosenki. Zaskoczyła mnie skala tej energii i liczba ludzi, którzy pisali, że mój występ dał im siłę albo odwagę do bycia sobą. To najpiękniejsze, co może spotkać artystę – kiedy piosenka przestaje należeć wyłącznie do niego i zaczyna żyć w innych.

Diana Kardis: Czy po 30 latach nadal zdarza się Pani odczuwać tremę? A jeżeli tak, to przed jakimi występami jest ona największa?

Oczywiście. Trema nie znika wraz z doświadczeniem, tylko zmienia swój charakter. Największa pojawia się przed wydarzeniami, które mają dla mnie szczególne znaczenie: premierami, ważnymi transmisjami i koncertami, podczas których po raz pierwszy pokazuję publiczności nowy projekt. Nie traktuję jej jednak jak wroga. Jest dowodem, że nadal mi zależy. Ale jak już ruszy back show i gram je któryś raz to mam totalny luz, zabawę, szczęście i wielką radość!

Diana Kardis: W Pani karierze było wiele artystycznych przemian. Czy jest jeszcze muzyczny kierunek albo projekt, którego dotąd Pani nie zrealizowała, a o którym Pani marzy?

Mam jeszcze wiele marzeń. Chciałabym tworzyć widowiska, w których muzyka, obraz, światło, teatr i nowe technologie przenikają się jeszcze mocniej, ale nie odbierają człowiekowi emocji. Marzy mi się projekt o międzynarodowym zasięgu, zanurzony w muzyce filmowej i symfonicznej, a jednocześnie bardzo nowoczesny. Po trzydziestu latach nie czuję, że dotarłam do końca drogi. Przeciwnie – mam wrażenie, że dopiero nauczyłam się, jak odważnie można marzyć.

Diana Kardis: Pochodzi Pani z licznej rodziny. Jak rodzinne tradycje wpłynęły na to, kim Pani jest jako artystka?

Rodzina była moją pierwszą szkołą muzyki, współpracy i wrażliwości. W domu pełnym dzieci trzeba nauczyć się zarówno słuchać innych, jak i walczyć o własny głos. Muzyka była obecna w naszej codzienności, nie stanowiła odświętnego dodatku. Dzięki temu wcześnie zrozumiałam, że sztuka wyrasta z życia: ze wspólnoty, miłości, konfliktów, odpowiedzialności i wzajemnej troski. To doświadczenie do dziś jest jednym z fundamentów mojej pracy. Moi rodzice byli wspaniali , a tacie zawdzięczam umiejętność śpiewania i techniki .

Diana Kardis: Czy w Pani piosenkach są ukryte symbole lub historie, które znają tylko najbliżsi?

Oczywiście, choć gdybym je wszystkie wyjaśniła, przestałyby być ukryte. Są w moich piosenkach słowa, obrazy i drobne znaki odnoszące się do konkretnych osób, rozmów czy chwil. Najbliżsi potrafią je rozpoznać, ale dla pozostałych słuchaczy mogą oznaczać coś zupełnie innego. I na tym polega piękno muzyki – moja osobista historia może stać się lustrem dla cudzych emocji.

Diana Kardis: Czy ma Pani zasadę lub myśl, która prowadzi Panią przez codzienność?

Staram się pamiętać, że nasza uwaga jest energią. To, czemu ją oddajemy, wzrasta w naszym życiu. Dlatego nawet w trudnych momentach próbuję kierować ją ku temu, co buduje: miłości, pracy, wdzięczności, bliskim ludziom i rozwojowi. Nie zawsze jest to łatwe, bo życie nie składa się wyłącznie z jasnych chwil. Wierzę jednak, że każde doświadczenie może nas czegoś nauczyć, jeśli potrafimy spojrzeć na nie świadomie.

Diana Kardis: Gdyby mogła Pani osobiście zaprosić mieszkańców Wilna na te dwa koncerty, co chciałaby im Pani powiedzieć?

Kochani, po ponad dziesięciu latach wracam do Wilna i ogromnie się cieszę na nasze spotkanie. Zapraszam Was 25 i 26 listopada na dwa wyjątkowe, jubileuszowe koncerty. Przywiozę ze sobą trzydzieści lat muzyki, wspomnień i emocji — od „Dziewczyny Szamana” aż po „Gaję”. Chciałabym, żebyśmy przez te kilka godzin zapomnieli o codzienności i stworzyli wspólnie przestrzeń pełną wzruszeń, energii i światła. Muzyka jest mostem, który nas łączy w najpiękniejszy sposób. Przyjdźcie więc i zbudujmy ten most razem. Czekam na Was i z całego serca zapraszam !

 

Na dwa koncerty zapraszamy 25 i 26 listopada 2026 r. o godz. 18.30 w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Bilety są dostępne na kakava.lt